Plastyk znaleziony na Marsie
Jesienio, siedzieli my z somasiadem po robocie, u mnie w chałupie.
Dopiro co my weśli, wyjonem kiszkie z gazety, zbieram sie ogórków i cebuli nakroić, żeby było czem przegryżć. I tak se telewizur załączyłem.
A tu gość jeden gada:
- Amerykany na Marsie platyk znaleźli. I dalij, że tam jeszcze nie pewne to, i takie tam.
- Patrzaj i na Marsie plastyk robio, ino kto,- mowi mi Hieniu.
Tak, że sie w sobie zebrał, że mi nerw wrócił nazad. Mówie:
- Polej po śklance to ci wszystko powim .
Wypilimy my po całej, kiszko i ogórkiem przegryżli i mówie:
- Mnie to woguli nie dziwi z tem plastykiem, jo żem to już dawno wiedział tylkom nikomu nic nie gadał. Pomyśleliby ze durny jaki. jeszcze by w sklepie na zeszyt nie dali, albo by mnie ksiondz z kościoła wyprosili. No, po prawdzie, dawno, żem juz był, ale co sie dziwić jak mnie proboszcz na spowiedzi o ch.. wyzwali. Człek nie lubi jak go kto bez potrzeby obraża. Zwłaścza, żem dał pińć złoty na tace. Darmo, żem nie dał.
No to mówie mu tak , dalij:
-Szłem se po lasem z wioski sąsiedniej od jednego śwagra, mego ciotecznego brata, taki już trochu trącony, ale flaszkiem mioł jeszczek w kieszeni. Tak jakby kto sie napatoczył, czy na inne okoliczność.
- Ciemno bylo jak w d.. i prawie nic nie było widać , as tu patrze na kłodzie siedzi se kilku takich. S poczatku, żem myśloł coby ich minąć ale widze ze siedzo se i pijo coś z plastyka. O takie prawie kubki jak u nas w klubokawiarni tylko bielsze takie i dziwne trochu. Przy nich jaka maszyna stała, somochod czy coś take jakby, ale światełko to mizerne dawało.
Patrze na nich, a gemby jakie takie czarniawe czy cimne i gadaja dziwnie jakoś,- miastowe , pomyslałek.
- Ale mówie, żem był troncony trochu i ciemno jak w d.. a w nocy każdy kot ciarny.
Patrze a, one do mnie machają, cobym se przysiodł, to se siadłem z nimi, polali tej swojej. Ja z poczonku i te falszkie com miałem chcioł polać, ale nie dali.
- Pij tera nasze mówio.
To , żem sie napił z tego plastyka. One jak wypił śklanke to zamiast wytrzepac reśte i polać znowuż to , ciap jo na droge, i z nowej pije.
Jednom wypił, potem drugie i pytom:
- Co to za gorzała, bo moc miała ale żeby cós od niej jechało, to nie. A one, że to bimber.
- Pytom z czego robio. A one , że z kamieniów i mówiły mni jak Że cós tak narobi
z tymi kamieniami, ale trącony już dobrze byłem , to nie pamietam.
Ale myśle sie ze naród to one praktycny, w koszty na gorzołe nie popada, a wypić co jest.
Tyle, że tym plastykiem ciap i ciap za sibie, przed siebie, jak sie tylko da.
- Jak my wtedy ognia dali, Hieniu. Oj.
- Wypili mi pare śklanków i pospali o tak na ziemi.
Rano jeszcze było, sarawo trochu, jak żem sie zbudził.
Patrze na nich a tu gemby takie zielone. Niewiele żem myśloł i w nogi.
Dolecioł , żem do domu odsapnąć trochu, a tu bracie ni głowa nie boli ni nic.
Jaby tak siwucho my dali to by mnie przez 2 dniu ni obudził.
Z tego wszystkiego,tego nerwa całego to, żem te pół z kieszeni wycing i na raz żem wypił.
- Ide ja, mówie ci, na wiecór jako, do ogólnosporzywczego , a tak jedna do drugiej, że jakie talerze latali wczoraj na lasem.
To tera to ja sie nie dziwie , że to Marsjany bo te plastiki to wszendzie wtedy ciapali. Naród taki , kształcony , inteligientny, i postawi i wypije, ale niechluje trochu. Jaby tych kubków, tak nie ciapali to by do dzis Amerykany nie wiedzieli, że ony Marsjany.
Kosmity...
A kiszkie znów za słono dała.. do ogórka ni jak nie idzie. Dej no cybuli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz